Przyczyny strat na FOREX

W tym artykule omówimy sobie kilka podstawowych zależności psychologicznych, które prowadzą do strat.

Od jakiegoś czasu na stronie nie pojawiało się nic nowego. Działo się tak z 3 powodów. Po pierwsze coraz więcej osób zgłasza się do mnie po szkolenie mentoringowe. Polega to na tym, że za drobną opłatą raz w tygodniu wysyłają mi swoje transakcje, a ja je sprawdzam i piszę co o nich myślę i co mogliby poprawić. Po drugie piszę nową książkę pt: “Struktura Rynków Finansowych”. A po trzecie, w wakacje każdy szanujący się Trader pracuje znacząco mniej. Więcej się wyjeżdża, urlopuje i ogólnie korzysta z życia. To jest bardzo ważne, gdyż w życiu liczy się życie, a praca to tak na prawdę głupota. Zawsze dbajcie o zdrowie psycho – emocjonalne, bo to jest najważniejsze.

Jajecznica z mózgu

Zauważyłem, że ludzie z którymi pracuje oraz, których spotykam mają problem z koncentracją. Ci właśnie ludzie mi uświadomili jak cenna jest nasza uwaga. Zazwyczaj jest tak, że naszą uwagę oddajemy za darmo tym, którzy na nią polują np.: media społecznościowe, wszelkie kanały informacyjne czy to w tv, czy na komórce.

Ludzie nauczyli się reagować emocjonalnie w trybie natychmiastowym. A jest to bardzo złe. Niemal każda reakcja emocjonalna jest zła lub nieadekwatna do sytuacji (zbyt wyolbrzymiona).

Gdy po raz pierwszy na globalną skalę podstawy rozwoju duchowego i osobistego przemknęły do mainstreamu w postaci filmu “Sekret” można było dowiedzieć się kilku istotnych rzeczy. Pamiętam cytat z filmu: “Rozwija się to, gdzie kierujemy swoją uwagę”. I faktycznie tak jest. Nasza uwaga jest jak woda dla roślin, sprawia, że to gdzie ją nakierujemy będzie się rozwijać np. jakiś projekt, jakaś wiedza itp.

Prawdziwe jest również twierdzenie przeciwne: zanika to, od czego odwrócimy swoją uwagę.

Często ludzie do mnie dzwonią i o coś pytają. W 80% przypadków radzę im to samo: “uspokój się najpierw i przypatrz się uważnie problemowi”. I na ogół to wystarczy.

Bardzo pomocna jest medytacja. Nie mam tu na myśli ani spaceru synchronicznego na zadanej częstotliwości, ani też kontaktu duchowego. Mam tu na myśli wyciszenie się. Siadasz w ciszy (wyłączasz wszystko, na pewno telefon) i przez minimum 25 minut o niczym nie myślisz. Monitorujesz ten stan i pilnujesz się by żadna myśl cie nie pochłonęła. Możesz się skupić np. na własnym oddechu lub śpiewu ptaków czy szumie fal. Ja akurat lubię włączyć sobie muzykę relaksacyjną bardzo cicho. Zazwyczaj jest to szum fal na częstotliwości 396 Hz. Udowodniono naukowo – np. badania Briana Tracy – że po 25 minutach ludzki umysł się uspokaja. Był jak “zmącona woda” a po 25 minutach jest to już “czysta woda”, której zawiesiny już opadły na dno.

Zjedz tą żabę

Jest to cytat książki Briana Tracy. Ale dobrze odzwierciedla problem, który chcę omówić. Chodzi tutaj o to, aby nie uciekać od problemów. W każdej drodze, zawsze w rozwoju osobistym spotkamy się z licznymi problemami na naszej drodze. One się pojawią czy tego chcesz, czy też nie. Najlepiej zrobisz jak od razu zaakceptujesz ten fakt i się na niego otworzysz: problemy się pojawią. Akceptacja jest tutaj krokiem nr 1. Kolejnym jest uspokojenie się i przyjrzenie się problemowi – o tym pisaliśmy już sobie w pierwszym akapicie. Trzecim krokiem jest świadome wejście w problem. Po prostu weź go na klatę jak sztangę na siłowni. Zauważysz, że za którymś razem ta sztanga będzie już znacznie lżejsza. Tak i ty nauczysz się dźwigać problemy i to domyślnie z pełną akceptacją tego, że one istnieją i że mają na celu rozwinąć ciebie.

Ludzie mają w zwyczaju iść daną drogą rozwoju tak długo aż pojawi się istotny problem. Spróbują raz lub wcale i się poddają. Czasem mawiają “do 3 razy sztuka” – dobrze, że Thomas Edison tak nie mówił przy tysięcznej próbie zbudowania żarówki oraz ogromnej korporacji General Electric.

Rozwiązaniem jest “Whatever it takes!”. Jest to filozofia, którą zgłębiałem od kulturysty i show-biznesmana św. pamięci Richarda Piana. Chodzi tutaj o to, że gdy postawimy sobie jakiś cel, może to być jakieś osiągnięcie, jakieś marzenie, to wtedy wchodzimy w to całym sobą z pełnym zaangażowaniem. Z boku to może wyglądać tak, jakbyśmy postawili wszystko na jedną kartę. Od tej pory już nigdy się nie poddamy. Idziemy w danym kierunku w zaparte jak wół. Zwykle jest tak, że wówczas “świat” zrobi wszystko by nam w tym przeszkodzić, wynajdzie każdy możliwy problem (test woli). Ale nas to już nie rusza. Misja, którą sobie obraliśmy jest od tej chwili naszym punktem honoru, najważniejszą rzeczą w życiu. Przysięgamy sobie, że zrobimy wszystko, co tylko jest możliwe i nie cofniemy się przed niczym. W tym procesie zwykle mawiam, że albo to osiągnę albo umrę próbując i akceptuję oba scenariusze na równi. Dziwne jest to, że po wielu takich procesach żyję normalnie, a większość celów została w jakiś dziwny sposób zrealizowana. Po czasie to wygląda tak, jakby to nie miało znaczenia jak do tego dojdziesz. Samo to, że postanowiłeś całym sobą, że to zrobisz za wszelką cenę jakkolwiek już by wystarczyło.

Zauważ, że jest to rozwiązanie przeciwne do tego jak postępuje większość ludzi. Ludzie potrafią udawać, że problemu nie ma. Potrafią latami od niego uciekać. Pytam się po co? Skoro wiadomo, że jedynym sensem życia tak w ogóle jest doświadczenie się, które zazwyczaj dokonuje się poprzez problemy. Jeśli to jest prawdą to każdy problem prowadzi do rozwoju. Wówczas rozwijamy się i stajemy znacząco lepszym człowiekiem. Czyż ta droga nie wydaje się mieć więcej sensu? Szkoda, że większość ludzi woli chlać co wieczór by delikatnie przyćmić nurtujący ich problem i rozczarowanie, które zawsze jest partnerem nierozwiązanego problemu.

Życie przeszłością i warunkowanie

Ludzie boją się brać swoje problemy na klatę, brać się w garść. Uważają z góry, że nie dadzą rady. A przecież wizja celu jest niesamowicie podniecająca. Jeśli budujemy dany system i wyobrażamy sobie, że pewnego dnia on zadziała to ja nie rozumiem jak można taką wizję odpuścić. Skoro życie jest jak papier toaletowy, czyli długie szare i do dupy, to dlaczego by czegoś z nim nie zrobić skoro czasu jest tak wiele, a bezczynność prowadzi do szarzyzny życiowej?!

Tu występują realne konsekwencje takiego tchórzostwa. Ludzie potrafią całe życie rozpamiętywać to co im się nie udało. Ale co to znaczy, ze im się nie udało do cholery?

Przecież w 99% przypadków to oni sami rezygnują!!!

Szczerze mówiąc gdybym to ja miał prowadzić tak żałosne życie skupione na rozpamiętywaniu tego, że czegoś nie zrobiłem, że się (samo) nie udało to wolałbym se strzelić kulę w łeb. Bez kitu. Co to za życie?! Znacznie lepszym rozwiązaniem jest próbowanie aż się uda. A nawet gdyby się nie udało (bo zabrakło czasu), ale robiłeś to aż do śmierci, to zauważ, że i tak wygrałeś. Przynajmniej Twoje życie miało jakiś sens i jestem pewien, że każdy człowiek w głębi serca ci tego zazdrościł.

W kwestii wykresów bardzo dużo młodych i niedoświadczonych osób rozpamiętuje dany ruch swingowy z przeszłości. Chodzą i gadają ile by mieli, gdyby weszli tu a wyszli tam. Po fakcie każdy jest mądry. Poza tym było wiele czynników dla których ruch wyglądał tak czy tak, ale ci ludzie w głowie mają tylko jedno rozwiązanie – powiedzmy jakaś głupota w stylu dolne ograniczenie kanału Andrew Pitchfork. I akurat tutaj by to zadziałało a ruch miał 200 pipsów. Potem biorą kalkulator i liczą sobie, że jakby tak ściągali z rynku po 200 pipsów tygodniowo to za N miesięcy mieliby M milionów złotych. Od razu ci powiem, że to tak nie działa. Mało tego na każdym rynku co innego działa lepiej a co innego gorzej niż na innych rynkach. Dla przykładu na parach z frankiem szwajcarskim dobrze działa strategia oparta na punkcie pivota (wybicie w drugie tempo i realizacja zysku na kolejnym poziomie R1/S1), a na innych rynkach ma ona już dużo niższą statystykę.

Dobrze jest uczyć się na danych historycznych bo jak mawiał Jessie Livermore: wszystko co się dzieje na rynku już kiedyś się na nim wydarzyło i nie am tu nic nowego. Ale Jessie nie miał tu na myśli jednego schematu typu wybicie z formacji trójkąta. Miał tu na myśli ogólną logikę rynku. Bo jak to Bernard Baruch wówczas mawiał: rynek zrobi wszystko by zrobić idiotów z maksymalnej liczby jego uczestników.

Natychmiastowa gratyfikacja

To chyba jedna z najgorszych ludzkich przywar, które hamują rozwój oraz potencjał sukcesu. Chodzi tu o to, że ludzie starają się wyciągnąć maksymalnie dużo z minimalnego, a często zerowego wysiłku. To tak, jakby żądali czegoś wartościowego za darmo. Gdzie tu logika?

Znane jest wszystkim powiedzenie: czas to pieniądz. Może ono tłumaczyć taki stan rzeczy. Ale nie tłumaczy, bo jest wciąż nierozumiane. Popatrz jak to rozumują ludzie mądrzy, a więc mniejszość. Głupi oddaje swój czas za pieniądz. Pracuje za godziny bez żadnego potencjału rozwoju w kierunku wolności. Mądry wie, że najcenniejszą rzeczą w życiu jest czas (i wolność), więc kupuje sobie więcej czasu za pieniądze zatrudniając kogoś, kto wykona jakąś rzecz i go wyręczy w tym dając mu czas. Czy takie znaczenie tego powiedzenia też znacie?

Większość ludzi wkłada minimalne zaangażowanie w daną pracę i skrupulatnie monitoruje postępy. Gdy dynamika postępów spada (a zawsze tak się dzieje) to rzucają to i mówią, że to nie to, że nie dadzą rady i inne głupie narzekania. Nie rozumieją, że po początkowo 3 łatwych problemach przyszedł czwarty nieco trudniejszy, który zajmie więcej czasu niż wszystkie 3 poprzednie razem wzięte.

Nagroda zawsze przychodzi znacznie później niż się to zaplanowało. Tak po prostu jest. Jak mawiał Joseph Campbell: „Podążaj za tym co Cię uszczęśliwia, a wszechświat otworzy Ci drzwi, nawet gdyby wydawałoby się, że wokół są same ściany.”

Ale sens tego akapitu lepiej oddają poniższe cytaty Winstona Churchilla:

1. „Człowiek, który się zgadza z każdym, nie zasługuje, by ktokolwiek się z nim zgadzał.”

2. „Zaczynamy się starzeć, gdy rezygnujemy z młodości.”

3. „Sam tworzysz swój wszechświat, krocząc przez życie.”

4. „Sukces nigdy nie jest ostateczny. Porażka nigdy nie jest totalna. Liczy się tylko odwaga.”

5. „Jestem optymistą, bycie kimkolwiek innym zapewne nic nie daje.”

6. „Nigdy, nigdy, nigdy, nigdy się nie poddawaj.”

7. „Sukces jest zdolnością do przejścia od jednej porażki do drugiej bez utraty entuzjazmu.

A zatem nie ma znaczenia czy wygrasz czy przegrasz. I nawet nie chodzi mi tutaj o to, że porażka jest jedynie iluzją. Mam tu na myśli, że nie warto fazować się wynikiem bitwy o swoje marzenia, cele. Ta spina nie ma ani sensu, ani znaczenia. Lepiej pałać entuzjazmem, fascynacją widząc obrazowo cel w swojej głowie. Te emocje przyśpieszą cały proces. Ale muszą to być pozytywne emocje.

Przekonania

Nic tak nie dodaje wiatru w żagle ani tak nie spowalnia jak przekonania. Można by o nich pisać setki stron. To w zasadzie one kształtują całe nasze życie pod każdym względem.

Nie czuję się kompetentny by podjąć aż tak ważny temat. Ale dam krótki zarys jak ja to rozumiem. Wszystko w świecie jest energią. Już Einstein o tym pisał w tym równaniu E=mc2. Można zatem spojrzeć na świat wolny od materii, same przepływy energii jak kod zero-jedynkowy w filmie Matrix. Każda struktura binarna w tym wyobrażeniu będzie przekonaniem twórcy lub odtwórcy zależnie od istotności zjawiska. Główny Architekt (niezależnie jak nazwiesz i w co wierzysz) stworzył swoją fazą swojego przekonania jakieś tam prawa np. grawitacji. Ale przy świadomości oraz fazy na jego poziomie możesz być ponadto. Wówczas grawitacja by Ciebie nie dotyczyła. Problem jest taki, że nie masz takiego przekonania, takiej fazy. Jak to jest napisane w Biblii – Jezus powiedział, że gdybyście mieli wiary wielkości ziarna gorczycy to moglibyście góry przenosić. Sens tego zdania jest identyczny jak to opisałem w tym akapicie.

Nie wiem czy chwyciliście zarys idei znaczenia przekonań. Cała wiara o jakiej mówi religia rzymsko-katolicka odnosi się do przekonań. Zastąp tam słowo “wiara” słowem przekonania. Tak silne jest to zjawisko i tak potężny ma wpływ na budowę TWOJEJ rzeczywistości.

Ostatnie zdanie w mojej książce (chwilowo niedostępnej z racji woli wydawcy) “Techniki Manipulacji na rynku FOREX” podsumowuje całą książkę (tak, to jedno zdanie) i odnosi się do budowy przekonań.

Jeśli zbudujesz przekonanie, że możesz coś zrobić to uda ci się tego dokonać. Jeśli zbudujesz przekonanie, że coś jest niemożliwe to wówczas w TWOJEJ rzeczywistości faktycznie będzie to dla ciebie niemożliwe. Właśnie dlatego kontakty dają tak wiele. Bo widzisz, że inni mogą to zrobić i nabierasz wiary. Każdy może naginać doświadczenie własnej subiektywnej rzeczywistości. Twój wybór którą drogę wybierzesz. 95% wybiera tą złą. A ty którą wybierzesz?

Fałszywe ruchy wybijające

Jeśli sumiennie stosujesz ograniczenie ryzyka w postaci ciasnych stop -lossów to prawdopodobnie będziesz systematycznie, regularnie tracić pieniądze. Ograniczyłeś ryzyko straty do 1% powiedzmy. Ale po 100 transakcjach jesteś bankrut. Więc jaki w tym sens? Na żadnym innym rynku, tak jak na rynku walutowym, fałszywe wybicia nie mają aż tak olbrzymiego znaczenia. W zasadzie każda struktura czy to obrona strefy, czy przebicie strefy, czy korekta prosta, czy odbicie od linii trendu, czy nawet wybicie ruchu impulsywnego innym ruchem impulsywnym (wywłaszczenie impulsywne) jest podatna na fałszywe krótkotrwałe przebicia zwane stop – hunting, czyli umyślnym łapaniem stop – lossów graczy niedoświadczonych robione przez graczy doświadczonych.

Osobiście tak z nimi walczę, że nie ustawiam w ogóle stop – lossów. Ale wcześniej muszę mieć przekonanie, że jestem po właściwej stronie rynku. Muszę wiedzieć co robię i dlaczego. I tu przechodzimy płynnie do kolejnego akapitu.

Bo tak ogólnie to każdy ruch będzie wybijany 😉

Gra na pałę

Większość ludzi nie wie co czyni. Bez kitu: większość graczy wali na oślep. To aż szokujące, że tak wielu tak gra. Zysk lub strata zależy od kliknięcia myszką. Ten poziom abstrakcji rozrywa większość umysłów. Myślą, że coś klikną i jakoś to będzie, jakoś samo się ułoży. Ani na rynku, ani w życiu to nie zadziała.

Musisz posiadać swój kuloodporny system gry. Może być kilka systemów. Rynki są powtarzalne i co jakiś czas w danych warunkach dany system się sprawdzi. Oczywiście musisz wiedzieć co teraz się dzieje na rynku. I tu mamy schody, bo większość ludzi nawet nie stara się tego zrozumieć. Oczywistym jest, że trzeba tysięcy godzin otrzaskania się z rynkiem, wielu lat badań. No ale przecież wystarczy tylko kliknąć! I właśnie dlatego wysiadają wam psychiki tutaj. Pozornie wystarczy kliknąć. Ale faktycznie musisz być zajebistym badaczem rynku i to w chuj doświadczonym zanim klikniesz. Ale tego nikt w kolorowej reklamie ci nie powie. Bo i po co?! Zamiast zrzucić te 50 kg nadwagi i nie zdechnąć przedwcześnie idź do apteki i kup se jakieś tabletki, które wmówiono ci, że działają. I tak zdechniesz, ale po drodze zasilisz korporację farmaceutyczną rodziny Rockefellerów. Nadwaga bierze się z żarcia sztucznego jedzenia opartego o puste kalorie, a więc cukry, takie jak biała mąka dla przykładu. Syf o wysokim indeksie glikemicznym, który rozpierdala ci bebzun. Ale lekarz oczywiście przepisze ci garść leków, bo na tym polega JEGO biznes. Ten przykład z farmacyjnym dziadostwem, który wymyślił sobie jeden z wielkich bogaczy – Rockefeller – jest dobrym przykładem olbrzymiej skali fałszywego przekonania.

Wracając do meritum, myślisz, że grasz w oparciu o jakiś system ale tak nie jest. Nawet jeśli jest tam jakaś logika to pewnie opiera się o nieistniejące na rynku zjawiska. Nauczmy się rozróżniać fakty od opinii. Faktem jest cena, wolumen, czas, struktura price action, zlecenia leżące na danym poziomie i może jeszcze parę rzeczy. Natomiast opinii są setki tysięcy jak choćby linia trendu czy wskaźnik siły relatywnej czy inne badziewie. Najgorsza z opinii to opinia eksperta z telewizji lub artykuł w gazecie.

Ostatnio przychodzi do mnie siostra i mi mówi, że upada firma Pizza Hut. Ja jej na to odpowiadam, że to manipulacja. Kto by płacił tym wszystkim pismakom grube pieniądze za ich artykuły (tak, trzeba im zapłacić) aby jeszcze bardziej pogrążyć swój wizerunek?! Bez sensu. Faktycznie było trochę artykułów o upadłości jednej z firm, która miała pewną ilość lokali Pizza Hut, ale właściciel firmy Pizza Hut, czyli firma Yum! Brands ma się dobrze i od tamtego artykułu do teraz akcje firmy zdrożały o około 6%.

Aby zacząć zarabiać realne pieniądze na rynku czy to FOREX czy innym łatwiejszym to należy posiadać system gry, który daje przewagę. Chodzi o to, że nikt nie da Ci tej przewagi nad innymi za darmo. Ludzie myślą, ze jak kupią książkę za 50 zł i ją przeczytają z łaską to będą wymiatać na FOREX’ie. Gdyby tak było to nowym Rollce Roycem podjeżdżałbym pod gimnazjum. Ludzie, którzy coś wiedzą poświęcili bardzo wiele by do tego dojść. Dlaczego mieliby ci zdradzać swoje sekrety? Bo ty i twoje ego jesteście tacy zajebiści prawda?! 🙂

Wniosek jest taki: poświęć się budowaniu systemu transakcyjnego, który będzie zawierał w sobie elementy, które mają sens i faktycznie istnieją na rynku. Jeśli dobrze to przemyślisz i przebadasz cały rynek to niewykluczone, że trafisz do ułamka szczęśliwców, którzy uprawiają tą zabawę zawodowo. Nigdy niczego od nikogo nie oczekuj. Sam pracuj. Poświęć się temu projektowi bezgranicznie.

STRES

W dzisiejszym świecie mamy 2 największych zabójców: stres, cukier. Nic tak nie wybija ludzi (żadna z wojen) jak te 2 czynniki.

Cukry to węglowodany proste o wysokim indeksie glikemicznym jak np. mąka pszenna. Bywa, że samo odstawienie tylko tego już sprawia, że efekty są dużo lepsze niż jakakolwiek wymyślna dieta świetnego fachowca. Nie masz pomysłu an dietę? Odstaw to co białe: mąka, cukier, sól, mleko. Efekty cie zaskoczą.

Przejdźmy do stresu. Stres ma wiele istotnych funkcji. Dla możnych tego świata jest to narzędzie kontroli – dla przykładu ten fałszywy koronowirus, albo zaplanowana akcja World Trade Center, którą zaplanowano i wykonano pod publiczkę. Obie te akcje to przykład manipulacji na skalę światową.

Ale nas interesuje inne oblicze stresu. Może od razu przejdę do przykładu z niełatwego życia inwestora rynkowego. Załóżmy, że wykonaliście wspaniałą analizę danego rynku. Na prawdę się zaangażowaliście i jesteście w pozycji. Rynek robi jak zwykle zmyłkę. Coś, co będzie fałszywym wybiciem na krótko. Na FOREX to chleb powszedni (chleba radzę nie jeść w ogóle – to tak na marginesie), że rynek robi zmyłkę. Trzeba odleszczyć daną stronę rynku. Podczas tego ruchu zmyłkowego wątpimy w naszą (świetnie przemyślaną) pozycję. Pojawia się zwątpienie, strach, stres. Emocji jest w nas tak dużo, że aż się gotuje. Za chwilę dojdzie do kumulacji tego uczucia (diler walutowy wie o tym, może z góry założyć, że leszczyna zesra się na poziomie -60 pipsów na USDCAD). Macie dość tych emocji, akceptujecie stratę i odwracacie pozycję. Hmmm o ile jako tako rozumiem tych, którzy zamknęli stratna pozycję to w ogóle nie widzę sensu w zawieraniu przeciwstawnej, drugiej transakcji. Jak zwykle jest to miejsce z dokładnością do kilku pipsów, w którym rynek zawraca. Było to fałszywe wybicie strefy i formacja pump & dump i rynek idzie w pierwotnie zakładanym kierunku a wy obserwujecie jak poharatany rachunek topi się jeszcze mocniej.

No i pojawia się pytanie dlaczego tak się dzieje. Rozluźnię atmosferę jednym ze swoich powiedzeń, które luźno nawiązuje do tematu: “Im więcej ludzi grupuje się w danym miejscu, tym większa akumulacja głupoty”. Śmiejemy się, ale wiemy że to prawda, co już tak śmieszne nie jest 🙂 Wracając do pytania dlaczego tam popełniliśmy aż tak rażące 2 błędy należy zauważyć jaki był nasz stan emocjonalny. I tu kryje się odpowiedź. Ponieważ byliśmy w silnym stresie to nie byliśmy w stanie racjonalnie podjąć odpowiedniej decyzji. To po prostu niemożliwe. Gdy pojawia się stres mamy dostęp do 20 razy niższej inteligencji niż nominalnie. Stres krótkotrwale zabija 95% tej części mózgu, którą na co dzień wykorzystujemy!

Co należało zrobić? Zawsze nic. Skoro nasza pozycja była przemyślana to należy trzymać się zakładanego planu. Na pewno był on lepszy niż jakakolwiek emocjonalna decyzja. W tej sytuacji każdy plan byłby mądrzejszy. Fajnie jeśli plan przewiduje taką fałszywkę. Ja wtedy dokładam pozycje jeśli wiem co się dzieje. Jeśli nie wiem to wiem gdzie wyjdę z pozycji. O ile w ogóle zamierzałem z niej wychodzić. Czasem mam tak silne przekonanie, że niezależnie co chwilowo zrobi rynek to ja i tak jestem spokojny. Na ogół racji nie mam tylko wtedy, gdy nagle zdarzy się światowy krach. Tak jak podczas gry na CAD/CHF, kiedy to wybuchła panika koronowirusa na ropie, która mocno jest skorelowana z dolarem kanadyjskim. Ale co zrobić? Każda technika ma swoje stopy. Moja ma tylko w czasach globalnych kryzysów, a to chyba nie tak źle 🙂

Wniosek jest taki, żeby nigdy nie podejmować żadnych ważnych decyzji w emocjach. Lepiej nie podjąć żadnej i nie zrobić absolutnie nic.

Na zakończenie powiem wam, że cokolwiek ktokolwiek wam powie, co należy uznać za święte i niepodważalne to możecie mieć niemal pewność, że to manipulacja, ściema.

Nie opłaca się zbyt poważnie podchodzić do życia, bo ono nie podejdzie poważnie do żadnego z nas.

Bawcie się tym i czujcie to coś pozytywnego. Ale wcześniej odróbcie lekcje na rynku 😉

P.S.: Nie ma żadnej pandemii ani innych bzdur, które narracja medialna próbuje wam wmówić w ramach programu międzynarodowego możnych tego świata (złych ludzi – Illuminati) o pseudonimie “Mind Control”.

Good vibes!

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Facebook Comments